sobota, 5 października 2013

Rozdział 22

                                                  *Marta*

       Naszym oczom ukazały się dwie sylwetki młodych chłopaków.
 - Yyy... mówicie do nas? - spytałam.
 - Tak. A czy widzicie jakieś inne laski? - odparł jeden z nich szczerząc się.
 - No wiesz. To jest plaża. Jest tu bardzo dużo dziewczyn - zauważyłam.
 - Ale wy jesteście najładniejsze - stwierdził drugi przybijając temu pierwszemu żółwika.
 - Dla waszej informacji jesteśmy zajęte - dorzuciła w błyskawicznym tempie moja przyjaciółka.
 - Ale wiecie, zawsze można zerwać z chłopakiem - stwierdził koleś. Po jego słowach obie zerwałyśmy się na równe nogi.
 - Ale wiecie, my tego nie zrobimy - ,,stawiała " się im Angela nie pozwalając mi dojść do słowa.
 - A niby dlaczego? - spytał - jestem Maks. - Zrobił krok do przodu chwytając przyjaciółke za rękę. Ta szybko wyrwała ją z jego uścisku i uderzyła go w policzek. Musiało go chyba zaboleć, ponieważ przyłożył szybko w to miejsce swoją rękę, schładzając je.
 - Ostra jesteś. Lubię takie - dorzucił próbując jeszcze raz chwycić ją za rękę lecz szybko tego porzałował. Angela szybkim ruchem uderzyła go ponownie.
W tym samym czasie, drugi koleś przystawiał się do mnie.
 - Odwal się! - powiedziałam do kolesia, który przedstawił się jako Mikołaj.
 - Ale jesteś słodka jak się wściekasz - zauważył.
 - Lepiej się odwal bo zaraz pożałujesz, że się w ogóle urodziłeś! - po moich słowach podszedł do mnie i szybkim ruchem ... pocałował mnie!! Myślałam, że go zamorduję!! Uwolniłam się od z jego uścisku i wymierzyłam mu cios z kolanka prosto w ... no , jego czułe miejsce. Obracając się w stronę przyjaciółki zobaczyłam, że ona poczyniła to samo. Obaj kolesie zgięli się w pół i po chwili oddalili.
 - Angela widziałaś?! On mnie pocałował! - powiedziałam już przez łzy.
 - Już, uspokój się. Przemek widział to całe zajście, już tu biegnie. Wie, że to on cię pocałował a nie ty jego - pocieszała mnie.
 - Ale... - nie dokończyłam. W mgnieniu oka znalazłam się bezpieczna w ramionach mojego chłopaka. ,,Zobaczymy jeszcze jak długo" - pomyślałam.
 - Kochanie, nie płacz już. Wszystko widziałem. Wiem, to nie twoja wina. Ty tego nie chciałaś, prawda?
 - Oczywiście, że nie... Wierzysz mi prawda? - wyszlochałam.
 - Ja....
 - Nie wierzysz mi!! - powiedziałam prawie krzycząc - Mój chłopak mi nie wierzy! Jak nie ty, to kto ma mi wierzyć!
 - Ale ja ci wierze, kotku..
 - A to co ma być!! Nie wierzysz mi i tyle! - zaczęłam się pakować.
 - Gdzie idziesz?  -usłyszałam jego smutny głos. Zrobiło mi się go żal lecz zasłużył sobie na to.
 - Teraz to cię  interesuję?!
 - Zawsze mnie to interesowało.
 - Wracam do domu - oznajmiłam.
 - Zostań, proszę.. - powiedział błagając.
 - Nie - odparłam stanowczo.
 - Marta , zostań, zaczekaj - słyszałam załamany głos Angeli.
 - Przepraszam cię, ale nie będę tu siedzieć z osobą, którą się spotykam, wiedząc, ona mi nie ufa - wyszeptałam, i szybkim krokiem udałam się do naszego domu.

  Po powrocie, rzuciłam torbę w kąt pokoju i rzuciłam się na łóżko wybuchając głośnym płacze.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz